niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 23

Harry

Stałem na samym szczycie wieżowca spoglądając na dół. Korciło mnie. Tak cholernie chciałem skoczyć. Skończyć z tym wszystkim, poczuć się przez chwilę wolnym, a potem... Potem po prostu zginąć.
Czy gdy umrę ktoś będzie o mnie pamiętał? Czy ludzie będą dobrze o mnie mówić? Czy po 'fakcie' będę miał wielu przyjaciół?
Wiem, że książki zapamiętają mój dotyk jak i moje łzy.
Ciuchy zapamiętają mój zapach.
A ludzie? Oni w końcu zapomną, że kiedykolwiek istniałem. I wiecie co? Wcale nie miałbym im tego za złe. Też bym zapomniał. 
Ludzie biegną nie oglądając się za sobą. Śpieszymy się nie wiedząc gdzie właściwie podążamy. Mijamy ludzi, którzy na pierwszy rzut oka są szczęśliwi.
A co jeżeli ten pan po drugiej stronie ulicy właśnie umiera?
A co jeżeli twoja najlepsza przyjaciółka lub przyjaciel właśnie zatruwa swój organizm następnym papierosem?
A co jeżeli twoi rodzice właśnie się kłócą?
A co jeżeli jakaś biedna dziewczyna jest właśnie gwałcona w jakiejś ciemnej uliczce?
A co jeżeli właśnie TEN dzień jest twoim ostatnim?
A co jeżeli twój egoizm i brak empatii niszczy ciebie jak i twoich bliskich?
A co jeżeli zostaniesz sam?
Ja już zostałem. I muszę szczerze powiedzieć, że nienawidzę tego. Nie chcę być sam. Chcę mieć przy sobie osobę, którą pokocham całym sercem. Chcę mieć przy sobie drugą Lottie. Czemu drugą? Och to bardzo proste. Ta 'pierwsza' nigdy mi nie wybaczy. Zostaję mi więc tylko marzyć, że chodzi gdzieś tam po świecie dziewczyna podobna do niej, którą kiedyś spotkam i pokocham.
- Harry? Stary co ty odwalasz? - gdzieś za mną, bardzo daleko rozbrzmiewał głos Niall'a. Nie chciałem go słuchać. Nie chciałem słuchać nikogo.
- A na co ci to wygląda? - szepnąłem pod nosem i znów spojrzałem na dół. Tylko jeden krok i koniec. Wolność. 
- Harry, proszę cię zejdź stamtąd! Przerażasz mnie!
- Ja siebie też - wiatr poburzył moje włosy, które teraz zaczęły opadać mi na czoło. Podniosłem nogę i nim zdążyłem pomyśleć zrobiłem ten jeden krok. Krok ku... Właśnie. Ku czemu?

Lottie

Zamknęłam szafkę trochę za mocno przez co poustawiane w równe rządki szklanki zatrzęsły się wydając z siebie cichy dźwięk.
- Wow ktoś tu jest trochę nerwowy - Zayn wszedł do kuchni i gdy tylko zobaczył moje spojrzenie od razu zamilkł i przestał się uśmiechać. - Aż tak bardzo zdenerwował cię ten telefon?
- Słyszałeś? - zapytałam i usiadłam na blacie spuszczając lekko zażenowana głowę.
- Lepiej zapytaj kto tego nie słyszał. Darłaś się jak cholera - Malik rzucił mi jabłko, które sprawnie złapałam i mruknął do mnie.
- Przepraszam ale... Ugh! Tak mnie zdenerwowała, że no nie wytrzymam! - zdenerwowana zeskoczyłam z blatu i zaczęłam krążyć po kuchni. - Co im się tak nagle odwidziało? No dobra może i nie byli szczęśliwi gdy podjęłam decyzję o wyjeździe ale żeby takie coś?! Myślałam, że już się pogodzili z faktem, że zaczęłam samodzielne życie. I jeżeli teraz sobie myślą, że wrócę to się grubo mylą.
- A może oni po prostu chcą...
- Nawet nie waż się ich bronić!
- Lottie uspokój się - Zayn chwycił mnie za ramiona zatrzymując w miejscu. - Nie chcę nikogo bronić po prostu staram się zrozumieć twoich rodziców. Postaw się w ich sytuacji. Ich jedyna córeczka wyjeżdża z dala od domu i dzwoni raz na jakiś czas. Po prostu chcą cię mieć przy sobie choć przez chwilę.
- To się szybko obudzili - westchnęłam i spojrzałam Zayn'owi w oczy. Trochę dziwnie było mi przebywać z nim w jednym pomieszczeniu, jeszcze tak blisko po tym jak spędziliśmy razem noc.
- Lottie nie bądź na nich zła. Proszę - mimo wszystko nie mogłam się opierać. Nie jemu. Coś nie pozwalało mi sprzeciwiać się jego oczom. Wariujesz. 
- Idę dzisiaj do Daniela więc jakby mnie nie było jak wrócisz to nie wariuj - wykręciłam się z jego uścisku czując się lekko niezręcznie.
***
Nie wiem jak wczoraj ale dziś pod salą Daniela nie było tych wrednych policjantów co dwa dni temu. Dziś stali tam jacyś młodsi mężczyźni, przyglądając się paradującym pielęgniarkom z dziwnymi uśmiechami na twarzach.
- Dzień dobry - przywitałam się siląc na jako taki uśmiech. Obydwaj mężczyźni przenieśli swój wzrok na mnie uśmiechając się szczerze.
- Dzień dobry. Zabłądziłaś? - zapytał jeden z nich. Nie brzmiał jakby chciał mnie poniżyć lub zdenerwować. Brzmiał bardziej jakby chciał mi pomóc co było całkiem zbędne.
- Nie. Przyszłam do Daniela - odpowiedziałam i tym razem uśmiechnięcie się nie przyniosło mi żadnego trudu.
- Awww patrz George przyszła odwiedzić swojego chłopaka - wyższy z policjantów oparł głowę o ramię Georga, a ten natomiast od razu się od niego odsunął.
- Ile razy mam ci powtarzać, że nie masz u mnie szans? Mam żonę - jakby na dowód swoich słów podniósł rękę ukazując złotą obrączkę na jednym z palców.
- Pfff to nie. A może pani chciałaby zostać mą randką?- parsknęłam śmiechem i oblizałam spierzchnięte wargi.
- Niestety muszę odrzucić pańską propozycję - uśmiechnęłam się delikatnie. - A teraz przepraszam ale czy mogę wejść do Daniela?
- Och! Tak, tak oczywiście proszę. Tylko nie siedź za długo bo nas opieprzą - policjant, który odrzucił 'zaloty' Georga otworzył dla mnie drzwi i przytrzymał dopóki nie weszłam do środka.
Daniel spał spokojnie z lekkim uśmiechem na ustach. Usiadłam na krzesełku stojącym przy jego łóżku i pogłaskałam go po policzku.
Chciałabym się w nim zakochać. Chciałabym aby on mnie pokochał. Miłością szczerą, czystą i piękną. Chciałabym aby to on o mnie walczył tak jak robił to Harry. Daniel by mnie nie skrzywdził. Nie założyłby się o mnie. Nie przespałby się z moją kuzynką. Dbałby o mnie. Pamiętałby. Jestem tego pewna.
- Co się tak na mnie gapisz Smith, co? - zapytał chłopak nie otwierając oczu. Uśmiechnęłam się szczerze słysząc jego wesoły głos.
- Marzę Parks. Marzę - dotknęłam dłonią jego policzka podczas gdy on podniósł swoje powieki ukazując mi swoje brązowe oczy.
- Ach, jestem taki pociągający, że wszyscy o mnie marzą - chłopak westchnął i poprawił sobie poduszkę, która lekko mu się zsuwała z łóżka.
- Masz za wysoką samoocenę Lucas - odgryzłam się i pokazałam mu język.
- Nieeee. Tylko nie to. Nadal nie rozumiem jak rodzice mogli mnie skrzywdzić takim imieniem - Daniel zakrył sobie twarz poduszką, a ja zaczęłam się śmiać. Tak bardzo chciałabym abyś to był ty. 
***
Otworzyłam drzwi przytrzymując nogą jedną nogą aby mi się nie zamknęły. Postawiłam w korytarzu torby z zakupami po czym zamknęłam drzwi od razu przekręcając klucz w drzwiach.
- Malik! Rusz swoje szanowne dupsko i mi pomóż! - wrzasnęłam ściągając kurtkę i odwieszając ją na wieszak. - Wiem, że jesteś w domu! A po za tym nie uwierzysz co się stało! Przechodziłam obok... - przerwałam swoją opowieść gdy weszłam do salonu i zobaczyłam siedzącego na kanapie Zayn'a, a na przeciwko niego w fotelu siedział Niall.
- Cześć Lottie - odezwał się blondyn lekko mnie tym samym zadziwiając. Jak mieszkałam u chłopaków byłam dla niego niemal jak powietrze. Niewidzialna.
- Hej - odpowiedziałam i spojrzałam na Zayn'a. - Przepraszam nie wiedziałam, że masz gościa. Już znikam.
- Nie! - krzyknął Malik wstając raptownie z kanapy. - Przepraszam. Chodź tu. To również po część dotyczy ciebie. - Dodał spokojniej znów siadając na kanapę.
Z szybko bijącym sercem podeszłam do mebla i usiadłam obok bruneta spuszczając zawstydzona głowę.
- A więc? O co chodzi? - zapytałam i rzuciłam lekko spanikowane spojrzenie na Zayn'a. Chłopak siedział zgarbiony chowając twarz w dłoniach.
- Harry chciał... Próbował... Znaczy wyglądało to jak próbował się zabić - powiedział blondyn, a moje przed chwilą szybko bijące serce teraz niemal nie biło wcale.
Harry próbował się zabić. Próbował. Się. Zabić. O Boże.
Zakryłam dłonią usta powstrzymując się od łez, które niebezpiecznie balansowały w moich oczach.
Łzy wcale nie są takie złe, jak każdy myśli. Przecież one nam pomagają. Gdyby nie płacz dusilibyśmy w sobie wszystkie żale, emocję. To tak jak z radością. Gdy jesteśmy szczęśliwi, radośni- śmiejemy się. A gdy jesteśmy źli, przygnębieni- płaczemy. Czy to oznacza, że powinnam w tej chwili płakać? Nie powinnam się powstrzymywać? Przecież łzy nam pomagają. To dlaczego ja nie chcę ich wypuścić? Dlaczego nie chcę okazać swojej następnej słabości, jaką jest Harry?
- Co z nim? - udało mi się wydusić po chwili ciszy. Musiałam to wszystko poukładać, jakoś ochłonąć, a przede wszystkim dowiedzieć się co z Harrym.
- Nic mu nie jest. Ale gdybym tam nie poszedł... Lottie on jest załamany. Cały czas o tobie mówi. Nic nie je, nie pije. Tak jakby już nie żył. Porozmawiaj z nim, proszę.
- Nie. Nie mogę Niall - zaczęłam kręcić przecząco głową chcąc wyrzucić z głowy obraz nieruchomego ciała Harry'ego.
- Oczywiście, że możesz! Tylko kurwa nie chcesz! Chcesz się na nim zemścić za to co ci zrobił dlatego go niszczysz! - podniosłam odważnie głowę słysząc krzyk, nie przepraszam- wrzask chłopaka.
- Nie masz pojęcia o czym mówisz Niall. Chcę, bardzo chcę z nim porozmawiać ale wiem, że nie mogę. Muszę o nim zapomnieć, a on o mnie. I dla twojej wiadomości, to ON zniszczył mnie jak i siebie - odpowiedziałam spokojnie będąc dumną ze swojego opanowanego tonu oraz doboru słów.
- Lottie, Niall ma rację. Musisz z nim porozmawiać. Powiedzieć, żeby więcej nie robił takich rzeczy - tym razem głos zabrał Zayn.
- I ty myślisz, że on mnie posłucha? Proszę cię! Mogę się założyć, że zastosowałby szantaż. Albo z nim będę, albo on się zabiję i ty doskonale o tym wiesz - wstałam z kanapy i zaczęłam krążyć po pomieszczeniu dopóki nie doszłam do okna, z widokiem na miasto.
- Lottie to nasza wina. Moja wina. Zabrałem cię mu. Byłem na tyle egoistyczny, że zabrałem mu osobę, którą kocha - Zayn zaśmiał się histerycznie i wczepił swoje długie palce we włosy ciągnąc je w geście zdenerwowania i bezradności.
- Chyba cię porąbało! A gdzie w tym wszystkim jestem ja?! Gdzie moje uczucia?! To, że on mnie kocha wcale nie musi oznaczać, że i jak go kocham!
- Doskonale wiesz, że tak! Doskonale kurwa wiesz, że go kochasz! - wściekły chłopak zerwał się z kanapy i chwyciwszy wazon stojący na stoliku rzucił nim przez salon, aż ten nie spotkał się z murowaną ściną, rozbijając się na setki kawałeczków.
- A nawet jeżeli to co?! Mam do niego polecieć bo wy mi tak każecie?! Mam dość bycia jakimś przedmiotem! Wystarczy, że Louis mną pomiatał! Jeżeli Harry jest na tyle głupi, żeby się zabić dlatego, że jakaś dziewczyna go odrzuciła to proszę bardzo! Niech to robi! Nie będę mu w tym przeszkadzała!
- Przestań! Obydwoje wiemy, że tak nie myślisz!
- A właśnie, że myślę! Mam w dupie to co on robi! Mam w dupie to, że czuję się urażony i samotny! Ja się tak czuję od samego przyjazdu do tego pieprzonego miasta! - gardło piekło mnie niemiłosiernie od tego ciągłego krzyku ale za to poczułam się w pewien sposób wolna. Chociaż raz się postawiłam i powiedziałam wszystko co chciała, nawet jeżeli miałoby to być kłamstwo.
Dopiero teraz gdy nastała cisza zorientowałam się, że temu wszystkiemu przyglądał się i przysłuchiwał Niall. Patrzył na mnie zdziwiony i jakby trochę przerażony. Westchnęłam cicho po czym zrezygnowana i ze spuszczoną głową udałam się do swoje pokoju zamykając za sobą drzwi. Niech się dzieje co chce. JA do Harry'ego na pewno NIE pójdę.
Rzuciłam się na swoje łóżko i zmarszczyłam czoło. Niby było wygodne, a niby nie. Noc spędziłam w łóżku Zayn'a, może dlatego czułam się dziwnie.
Usiadłam na brzegu materaca, a mój wzrok pobiegł w stronę zeszytu leżącego na biurku i kubeczka z długopisami. Nie wiele myśląc usiadłam na krześle przy ciemnym, drewniany biurku po czym otwarłam swój zeszyt ale nim cokolwiek napisałam zastanowiłam się chwilę.
Coś nie pozwalało mi w nim pisać. On go dotykał. Nie mogłam pisać tak jak wcześniej bo wiedziałam, że ten zeszyt to już nie tylko moja tajemnica. Wszystko co się w nim znajdowało zostało już przeczytane, a ja potrzebowałam pewnego rodzaju intymności i prywatno.
Wyrwałam kartkę z końca zeszytu i wzięłam do ręki długopis.

1.Krąg otacza ziemię,
Szansa i wybór złamały mu serce.
Jego niewinne ramię przesuwa się by mnie ocalić
Jestem oszczędzona.

Jego piękne ramie jest krwawe i odcięte 
Jego serce wyrwane, aby pokazać, że mnie kocha

Lecz nie potrafiłam mu uwierzyć
Zrobił wszystko co mógł
I nadal nie potrafiłam mu uwierzyć

Zostawiłam jego ramiona puste i związane
Wyciągnięte do mnie aż do jego śmierci
Zostawiłam jego ramiona puste i związane
Wyciągnięte do mnie aż do jego śmierci

Żaden człowiek nie pokazuję większej miłości
Niż wtedy gdy mężczyzna
Poświęca swe życie
Dla ukochanej

Zostawiłam jego ramiona puste i związane
Wyciągnięte do mnie aż do jego śmierci
Zostawiłam jego ramiona puste i związane
Wyciągnięte do mnie aż do śmierci 

Tutaj żyję
I nie mam prawa
On dał mi prawo
Kosztem swego życia
Porannym miłosierdziem 

Wierzę
Co jeśli wierzę ci teraz
Czy to kiedykolwiek zmieni te serce?
Przebacz mi, uwierz mi
Proszę wróć do życia

Wierzę
Co jeżeli wierzę ci teraz
Czy to kiedykolwiek zmieni te serce?
Przebacz mi, uwierz mi
Proszę wróć do życi
Wróć do mojego życia

Wierzę
Co jeśli wierzę ci teraz
Przebacz mi, uwierz mi
Proszę wrócić do życia

Odłożyłam długopis zdziwiona i przeczytałam wszystko to co napisałam. Wszystkie towarzyszące mi w tej chwili uczucia znalazły się na tej białej, wystrzępionej kartce papieru.
- Lottie...- usłyszałam za sobą szept. Odwróciłam się raptownie na krześle. W progu stał skruszony Zayn przypatrując mi się uporczywie.  
- Co chcesz? - zapytałam oschle po czym odwróciłam się i schowałam wyrwaną kartkę do zeszytu zamykając go od razu.
- Chciałem cię przeprosić. Nie powinienem był na ciebie krzyczeć i naciskać. Wszystko co powiedziałaś to prawda. Przepraszam - westchnęłam i wstałam z krzesła podchodząc do Zayn'a. Od razu przytuliłam się do niego pragnąć jego bliskości.
- Ja też przepraszam - wyszeptałam i jeszcze ciaśniej oplotłam jego ciało swoimi rękoma.
Teraz naradziło się pytanie. Do kogo odnosi się ta piosenka? Kogo proszę aby wrócił do mojego życia. Harry'ego czy Zayn'a.
------------------------------------------------
*tekst piosenki zespołu: TUTAJ
----------------------------------------------
Hej! Dziś piszę sama, i właściwie rozdział dokończyłam dzięki mojemu chłopakowi, który wysłał mi tą piosenkę, którą 'rzekomo' Lottie napisała :* Nie wiem co się dzieje z dziewczynami, ale jakoś są nieosiągalne :/ Cóż nie rozpisuję się bo siostra mnie pogania :) Mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba, sorry za błędy ale nie mam czasu na poprawki. A! I jeszcze jutro dodam coś co dostałam ostatnio od założycielki bloga! Dobranoc! :*
Kamila♥

10 komentarzy:

  1. Cudowny *.* szczerze mówiąc to maiłam świeczki w oczach jak zaczęłam czytać, a potem to się poryczałam i ogarnęłam dopiero w momencie z tymi policjantami :P rozdział jest naprawdę cudowny i cholera już się nie mogę doczekać następnego ♥ a no i trzymam kciuki za Harry'ego żeby w końcu odnalazł szczęście najlepiej razem z Lottie :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej <3 Wcześniej byłam w Zayn Team, ale teraz to nie wiem kogo wolę x

    OdpowiedzUsuń
  3. Poradziałaś sobie świetnie .
    Piękny rozdział
    czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  4. super dobrze ze lottie to z siebie wyzuciła! ona powinna byc z hazzą

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem w Zayn Team i koniec kropka. Lottie może robić co chce,zobaczyć się z Harrym albo i nie,ale musi być z Zaynem,please :) Czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń
  6. zajebisty już nie mg doczekać się następnego

    OdpowiedzUsuń
  7. juz sie nie moge doczekac nastepnego! ^^ Harry Team! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Zajebiste *.*
    Kocham To <3

    OdpowiedzUsuń